Witam wszystkich!
Wiem, że prawdopodobnie nienawidzicie mnie za to, że tak po prostu was porzuciłam... Tak! Porzuciłam was i moich bohaterów, za co chyba przepraszam... Pewnie już straciliście nadzieję na to że pojawi się tu coś kiedykolwiek, jednak ja nie zapomniałam ani o was ani o tej historii która telepie się w mojej głowie każdego wieczoru przed snem. Przez pewne sprawy musiałam zrobić sobie kilkumiesięczną przerwę która nadal trwa. Nie mogę wam obiecać kiedy pojawi się 4 rozdział tej jakże pięknej historii, bo jest piękna prawda? Nie chodzi mi oczywiście o to jak ją piszę, ale o to że sama w sobie historia tych dwóch jest piękna, a raczej powinna być tak piękna jak każde z nas sobie ją wyobraża.
W najbliższym czasie zostanę odcięta od internetu, więc będę miała więcej czasu na pozbieranie się do kupy i pisanie. Trzymajcie za mnie kciuki. Pozdrawiam, wasza oddana autorka. <3
niedziela, 25 sierpnia 2013
niedziela, 20 stycznia 2013
Rozdział 3.
-Wstawaj chłopcze inaczej spóźnisz się do szkoły- usłyszał
nad sobą entuzjastyczny głos swojego ojca.
Nie spał… To było już rutyną że nie przesypiał całych nocy, należały do niego zaledwie dwie godziny odpoczynku, reszta czasu to tylko bezsensowne przewracanie się z boku na bok. Podniósł się ze swoich miękkich poduszek i z tępym wyrazem twarzy spuścił swoje stopy na zimną posadzkę. Wstał nawet nie spoglądając na czarne zasłony które szczelnie zakrywały jego okno, nawet nie myślał o tym by je odsłonić, w tym momencie jego pokój był tylko słabo oświetlany przez światło dzienne wpadające przez otwarte drzwi. Minął swojego staruszka, szurając cicho nogami o podłogę, wiedział ze w chwili kiedy jego ojciec był już pewny że go nie zobaczy, entuzjastyczny wyraz twarzy zniknął ustępując miejsca zmartwieniu. W końcu minęło już dobrych kilka tygodni może nawet miesiecy od kąt dane mu było usłyszeć śmiech swojego jedynego syna… Tak minęło już tyle czasu, w tym momencie chłopak zaczynał senioralny rok w swoim liceum… Obmył swoją zmęczoną twarz zimną wodą i sięgnął po szczoteczkę do zębów , które umył powoli oraz starannie po czym wrócił do swojego pokoju który oświetlany już był przez promienie słoneczne za sprawą jego ojca który odsłonił zasłony i jak co dzień bez słowa pojechał do pracy. Założył na siebie czyste ubranie i złapał za plecak który był podejrzanie lekki jednak nie miał ochoty sprawdzać czego nie wziął.
Nie spał… To było już rutyną że nie przesypiał całych nocy, należały do niego zaledwie dwie godziny odpoczynku, reszta czasu to tylko bezsensowne przewracanie się z boku na bok. Podniósł się ze swoich miękkich poduszek i z tępym wyrazem twarzy spuścił swoje stopy na zimną posadzkę. Wstał nawet nie spoglądając na czarne zasłony które szczelnie zakrywały jego okno, nawet nie myślał o tym by je odsłonić, w tym momencie jego pokój był tylko słabo oświetlany przez światło dzienne wpadające przez otwarte drzwi. Minął swojego staruszka, szurając cicho nogami o podłogę, wiedział ze w chwili kiedy jego ojciec był już pewny że go nie zobaczy, entuzjastyczny wyraz twarzy zniknął ustępując miejsca zmartwieniu. W końcu minęło już dobrych kilka tygodni może nawet miesiecy od kąt dane mu było usłyszeć śmiech swojego jedynego syna… Tak minęło już tyle czasu, w tym momencie chłopak zaczynał senioralny rok w swoim liceum… Obmył swoją zmęczoną twarz zimną wodą i sięgnął po szczoteczkę do zębów , które umył powoli oraz starannie po czym wrócił do swojego pokoju który oświetlany już był przez promienie słoneczne za sprawą jego ojca który odsłonił zasłony i jak co dzień bez słowa pojechał do pracy. Założył na siebie czyste ubranie i złapał za plecak który był podejrzanie lekki jednak nie miał ochoty sprawdzać czego nie wziął.
***
-Scott, to jakaś paranoja, musisz powiedzieć mu prawdę. –
powiedziała chyba już po raz setny w tym tygodniu Allison do swojego chłopaka.
Nie mogła dać spokoju tej sprawie. Niestety dopiero tydzień wcześniej jej jak myślała wspaniały chłopak powiedział jej że jej przyjaciel miał romans z Derek’iem który on osobiście zakończył.
-Nic nie musze… -odburknął w odpowiedzi.
-Okej, ale powiedz mi jedno. Ile razy podczas wakacji widziałeś Stiles’a? – zapytała brunetka.
-Dwa razy. – odpowiedział krótko skupiając uwagę na drodze.
-Które z tych spotkań było przez was zaplanowane? – zapytała ponownie.
-Żadne, spotkałem go raz u mechanika drugi raz na posterunku kiedy musiałem zapłacić mandat. Przecież dobrze wiesz że całe wakacje spędził po za miastem. – odpowiedział jej zatrzymując się na czerwonym świetle i dostrzegając po swojej lewej znajomego jeep’a, z jego zmęczonym najlepszym przyjacielem za kierownicą.
-Jak myślisz dlaczego spędzał te wakacje z dala od tego miasta…- powiedziała spoglądając na znajomy samochód, oraz kładąc nacisk na dwa ostatnie słowa.
-Chyba nie myślisz że z powodu Derek’a. – powiedział kiedy jeep zniknął mu z oczu.
-Tak właśnie myślę… -odpowiedziała pewnym siebie głosem, kiedy sygnalizacja świetlna zmieniła się i dane im było skręcić już by dojechać do szkoły.
Nie mogła dać spokoju tej sprawie. Niestety dopiero tydzień wcześniej jej jak myślała wspaniały chłopak powiedział jej że jej przyjaciel miał romans z Derek’iem który on osobiście zakończył.
-Nic nie musze… -odburknął w odpowiedzi.
-Okej, ale powiedz mi jedno. Ile razy podczas wakacji widziałeś Stiles’a? – zapytała brunetka.
-Dwa razy. – odpowiedział krótko skupiając uwagę na drodze.
-Które z tych spotkań było przez was zaplanowane? – zapytała ponownie.
-Żadne, spotkałem go raz u mechanika drugi raz na posterunku kiedy musiałem zapłacić mandat. Przecież dobrze wiesz że całe wakacje spędził po za miastem. – odpowiedział jej zatrzymując się na czerwonym świetle i dostrzegając po swojej lewej znajomego jeep’a, z jego zmęczonym najlepszym przyjacielem za kierownicą.
-Jak myślisz dlaczego spędzał te wakacje z dala od tego miasta…- powiedziała spoglądając na znajomy samochód, oraz kładąc nacisk na dwa ostatnie słowa.
-Chyba nie myślisz że z powodu Derek’a. – powiedział kiedy jeep zniknął mu z oczu.
-Tak właśnie myślę… -odpowiedziała pewnym siebie głosem, kiedy sygnalizacja świetlna zmieniła się i dane im było skręcić już by dojechać do szkoły.
***
-Siemasz człowieku! – usłyszał za sobą entuzjastyczny głos
swojego przyjaciela, zamykając swoją szafkę odwrócił się do niego przodem.
-Hej.- odpowiedział unosząc jeden kącik ust delikatnie do góry.
-Jak wakacje? Nie widywałem Cię zbyt często, twój tata mówił że podróżujesz… - zapytał Scott kiedy ruszyli wzdłuż korytarza.
-Wiesz, zaoszczędziłem trochę kasy i wyjechałem, a potem jakoś to było.- powiedział lekko ironicznym głosem.
Tak wyjechał z miasta, wiedząc że przecież prędzej czy później natknie się na Scott’a, Allison, Eric’e, Isaack’a lub Derek’a. Wziął więc wszystkie swóje oszczędności i spędził ten czas nad oceanem, pracując w sklepie ze sprzętem do serfowania kiedy jego oszczędności się już skończyły. Był w mieście tylko raz, wrócił na urodziny swojego ojca, przy okazji spotykając swojego przyjaciela na posterunku i u mechanika który robił przegląd jego jeep’a przed kolejnym wyjazdem.
-No i co robiłeś? Dobrze się bawiłeś? – jego przyjaciel zawalił go pytaniami z których usłyszał tylko te dwa, mając nadzieje że są najistotniejsze z reszty zaczął starannie układać w swojej głowie kłamstwo którego Scott nie rozpozna.
-Trochę pracowałem w sklepie z sprzętem do nurkowania i surfingu, trochę też serfowałem… Bardzo wciągające zajęcie – odpowiedział usłyszawszy dzwonek na lekcje.
Po chwili byli już w swojej ulubionej klasie na lekcji chemii… Taaa, nie ma to jak zacząć roku szkolnego od lekcji znienawidzonej chemii…
Siedział prosto i cicho wsłuchując się w słowa nauczyciela nie zwracał uwagi na to jak jego przyjaciel co chwila próbuje zwrócić na siebie jego uwagę aby opowiedzieć m jakąś fantastyczną historię zapewne z jego dziewczyną w roli głównej. W tej chwili zachowanie jego przyjaciela nie bardzo miało dla niego jakiekolwiek znaczenie, bo jedyne o czym marzył, to znaleźć się w swoim pokoju.
-Hej.- odpowiedział unosząc jeden kącik ust delikatnie do góry.
-Jak wakacje? Nie widywałem Cię zbyt często, twój tata mówił że podróżujesz… - zapytał Scott kiedy ruszyli wzdłuż korytarza.
-Wiesz, zaoszczędziłem trochę kasy i wyjechałem, a potem jakoś to było.- powiedział lekko ironicznym głosem.
Tak wyjechał z miasta, wiedząc że przecież prędzej czy później natknie się na Scott’a, Allison, Eric’e, Isaack’a lub Derek’a. Wziął więc wszystkie swóje oszczędności i spędził ten czas nad oceanem, pracując w sklepie ze sprzętem do serfowania kiedy jego oszczędności się już skończyły. Był w mieście tylko raz, wrócił na urodziny swojego ojca, przy okazji spotykając swojego przyjaciela na posterunku i u mechanika który robił przegląd jego jeep’a przed kolejnym wyjazdem.
-No i co robiłeś? Dobrze się bawiłeś? – jego przyjaciel zawalił go pytaniami z których usłyszał tylko te dwa, mając nadzieje że są najistotniejsze z reszty zaczął starannie układać w swojej głowie kłamstwo którego Scott nie rozpozna.
-Trochę pracowałem w sklepie z sprzętem do nurkowania i surfingu, trochę też serfowałem… Bardzo wciągające zajęcie – odpowiedział usłyszawszy dzwonek na lekcje.
Po chwili byli już w swojej ulubionej klasie na lekcji chemii… Taaa, nie ma to jak zacząć roku szkolnego od lekcji znienawidzonej chemii…
Siedział prosto i cicho wsłuchując się w słowa nauczyciela nie zwracał uwagi na to jak jego przyjaciel co chwila próbuje zwrócić na siebie jego uwagę aby opowiedzieć m jakąś fantastyczną historię zapewne z jego dziewczyną w roli głównej. W tej chwili zachowanie jego przyjaciela nie bardzo miało dla niego jakiekolwiek znaczenie, bo jedyne o czym marzył, to znaleźć się w swoim pokoju.
***
-Cześć Stiles! –usłyszał za sobą dwa kobiece głosy po czym
poczuł na swoim policzku najpierw jedne drobne usta a później drugie pełne,
które pozostawiły ślad różowej szminki, który wytarła drobna dłoń należąca do
właścicielki ust.
-Witaj Lydio… -uśmiechnął się lekko do rudawej blondyneczki. Która usiadła obok niego wycierając przy tym ślad po szmince z jego policzka. -Allison…-Przywitał się właśnie z brunetką która postanowiła usiąść obok jego przyjaciela, który siedział na przeciwko niego.
-Miałeś zadzwonić kiedy dojedziesz do domu.- usłyszał po swojej prawej stronie głos Lydi z którą zaczął się bardzo przyjaźnić kiedy Derek zniknął z jego życia.
-Tak wiem, ale bateria mi padła…byłem zmęczony więc zamiast szukać ładowarki położyłem się spać. -odpowiedział zerknowszy czy Allison skutecznie rozprasza Scott’a.
-Ty?! Spać?! Jaasne… -prychnęła zielonooka blondynka.
-Możemy o tym pogadać później, gdzie indziej? –zapytał cicho spoglądając na nią swoimi brązowymi oczami które zawsze mu pomagały w zdobyciu racji lub informacji, zawsze im ulegała… Na początku myślał że tak jest bo po prostu umie zrobić przekonującą minę, teraz już wiedział że Lydia po prostu widziała w jego oczach niewyobrażalny smutek.
-Okej.- powiedziała wstając i łapiąc go za rękę ciągnąc jednocześnie do góry.- Wybaczcie nam, musimy zamienić parę słów. – powiedziała słodkim głosikiem do Scott’a i Allison po czym zaczęła ciągnąć go w strone wyjścia z kafeterii.
Zatrzymali się dopiero na skraju lasu gdzie kończyło się boisko Lacross.
-A teraz opowiadaj… - zażądała niższa od niego rudawa blondyneczka…
-Lydia…- zaczął.
-O nie, nie, nie. Nie wykręcisz się, nie odzywałeś się chyba od tygodnia, żądam wyjaśnień – powiedziała tym swoim nie znoszącym sprzeciwu głosem.
-Nie spałem praktycznie wcale… Cały czas wydawało mi się że okno się otwiera…- wyszeptał po kilku minutach ciszy. – Widziałaś go podczas wakacji? –zapytał tym samym szeptem.
Tak pytał o to czy widziała Derek’a, ponieważ jeszcze przed wakacjami opowiedział jej całą historię, mógł tylko jej to powiedzieć… Tylko ona była w stanie jak ktokolwiek go zrozumieć czy nie skreślić go za spotykaniem się z Derek’iem Hale’m.
-Pare razy podwoziłam do niego Jackson’a… pomagał im trochę w odbudowie domu, ale Dereka widziałam może raz… ale z tego co mówi Peter, codzi jakiś drażliwy i naburmuszony od kąt ostatni raz z nim rozmawiałeś…- powiedziała cicho jakby trochę nie śmiale.
-Rozmawiałaś o tym z Peter’em? – warknął na nią.
-Pewnie że nie! – oburzyła się. – On sam się domyślił! Zna Derek’a trochę dłużej niż każde z nas i domyślił się co jest grane kiedy zaczął znikać na całe noce, wracając pachnąc tobą.- wytłumaczyła szybko z lekkim wyrzutem w głosie i oczach.
- Przepraszam… poniosło mnie…-wyszeptał i spuścił swój wzrok na ziemie.
-Stiles… Peter powiedział mi jeszcze jedną rzecz…- usłyszał ponownie jej cichy głos.
-Jaką? –zapytał unosząc swój wzrok na jej zielone tęczówki.
-W dniu kiedy Derek po raz ostatni Cię odwiedził… -zaczęła, nie używała słów „zerwał z tobą” czy „zostawił Cię” dla niej był to dzień w którym Derek ostatni raz go „odwiedził”.- W tym dniu, w ich domu pojawił się Scott… - wyszeptała.
-Witaj Lydio… -uśmiechnął się lekko do rudawej blondyneczki. Która usiadła obok niego wycierając przy tym ślad po szmince z jego policzka. -Allison…-Przywitał się właśnie z brunetką która postanowiła usiąść obok jego przyjaciela, który siedział na przeciwko niego.
-Miałeś zadzwonić kiedy dojedziesz do domu.- usłyszał po swojej prawej stronie głos Lydi z którą zaczął się bardzo przyjaźnić kiedy Derek zniknął z jego życia.
-Tak wiem, ale bateria mi padła…byłem zmęczony więc zamiast szukać ładowarki położyłem się spać. -odpowiedział zerknowszy czy Allison skutecznie rozprasza Scott’a.
-Ty?! Spać?! Jaasne… -prychnęła zielonooka blondynka.
-Możemy o tym pogadać później, gdzie indziej? –zapytał cicho spoglądając na nią swoimi brązowymi oczami które zawsze mu pomagały w zdobyciu racji lub informacji, zawsze im ulegała… Na początku myślał że tak jest bo po prostu umie zrobić przekonującą minę, teraz już wiedział że Lydia po prostu widziała w jego oczach niewyobrażalny smutek.
-Okej.- powiedziała wstając i łapiąc go za rękę ciągnąc jednocześnie do góry.- Wybaczcie nam, musimy zamienić parę słów. – powiedziała słodkim głosikiem do Scott’a i Allison po czym zaczęła ciągnąć go w strone wyjścia z kafeterii.
Zatrzymali się dopiero na skraju lasu gdzie kończyło się boisko Lacross.
-A teraz opowiadaj… - zażądała niższa od niego rudawa blondyneczka…
-Lydia…- zaczął.
-O nie, nie, nie. Nie wykręcisz się, nie odzywałeś się chyba od tygodnia, żądam wyjaśnień – powiedziała tym swoim nie znoszącym sprzeciwu głosem.
-Nie spałem praktycznie wcale… Cały czas wydawało mi się że okno się otwiera…- wyszeptał po kilku minutach ciszy. – Widziałaś go podczas wakacji? –zapytał tym samym szeptem.
Tak pytał o to czy widziała Derek’a, ponieważ jeszcze przed wakacjami opowiedział jej całą historię, mógł tylko jej to powiedzieć… Tylko ona była w stanie jak ktokolwiek go zrozumieć czy nie skreślić go za spotykaniem się z Derek’iem Hale’m.
-Pare razy podwoziłam do niego Jackson’a… pomagał im trochę w odbudowie domu, ale Dereka widziałam może raz… ale z tego co mówi Peter, codzi jakiś drażliwy i naburmuszony od kąt ostatni raz z nim rozmawiałeś…- powiedziała cicho jakby trochę nie śmiale.
-Rozmawiałaś o tym z Peter’em? – warknął na nią.
-Pewnie że nie! – oburzyła się. – On sam się domyślił! Zna Derek’a trochę dłużej niż każde z nas i domyślił się co jest grane kiedy zaczął znikać na całe noce, wracając pachnąc tobą.- wytłumaczyła szybko z lekkim wyrzutem w głosie i oczach.
- Przepraszam… poniosło mnie…-wyszeptał i spuścił swój wzrok na ziemie.
-Stiles… Peter powiedział mi jeszcze jedną rzecz…- usłyszał ponownie jej cichy głos.
-Jaką? –zapytał unosząc swój wzrok na jej zielone tęczówki.
-W dniu kiedy Derek po raz ostatni Cię odwiedził… -zaczęła, nie używała słów „zerwał z tobą” czy „zostawił Cię” dla niej był to dzień w którym Derek ostatni raz go „odwiedził”.- W tym dniu, w ich domu pojawił się Scott… - wyszeptała.
***
Historia… Nauczycielka mówiła coś o wojnie Secesyjnej,
jednak on nie mógł skupić na tym swojej uwagi, wpatrywał się w plecy
przyjaciela który siedział przed nim tyle że w drugiej ławce, on jednak usiadł
tego dnia na samym końcu. W jego głowie tworzyły się różne scenariusze tego co
zaszło u Derek’a. Po co jego przyjaciel mógł tam pójść, kiedy najzwyczajniej w
świecie nie miał powodu? Przecież nie rozmawiał z Derekiem od końca drugiej
klasy, więc po co pojawił się u niego na początku wiosny klasy trzeciej?
Westchnął cicho próbując skupić swoją uwagę na słowach tematu w książce, jednak
nie mógł, nie potrafił… Coś podpowiadało mu aby podniósł swój wzrok… Wiec to
zrobił, rozejrzał się po klasie studiując minę każdego ucznia, po czym zwrócił
uwagę na to że połowa klasy wymienia między sobą albo sms’y albo małe zwinięte
karteczki… Pewnie znów umawiają się na imprezę. W pewnej chwili dwie pary oczu
zwróciły się w jego stronę… Nie… znów plotkowali na jego tema, znów zastanawiali
się co mu się przydarzyło przed wakacjami… Oraz zapewne zastanawiali się co
robił w wakacje… Nie był popularny, ludzie się nim nie interesowali dopóki w
jego życiu nie zaczęło się coś dziać… Właśnie w tedy kiedy potrzebował byś
niewidzialnym oni się zainteresowali jego życiem. Zwrócił swój wzrok na okno,
przyglądając się samochodom zaparkowanym na szkolnym parkingu przeniósł swój
wzrok na chodnik zaraz przed schodami prowadzącymi do wejścia do szkoły. Derek…
o mało co nie wstał i nie podbiegł do okna… Jego serce zaczęło bić tak mocno i
szybko, znów poczuł że je ma… Usłyszał w
klasie jakby lekkie zamieszanie jednak nie zwróciwszy na to uwgi chłonął
wzrokiem każdy gest Derek’a.
-Panie McCall, coś nie tak? –usłyszał z końca klasy głos nauczycielki.
Mimo iż lekkie zamieszanie spowodował jego przyjaciel prawdopodobnie usłyszawszy jego pędzące serce, on nadal się tym nie przejmował i nie zwrócił już uwagi na to czy Scott odpowiedział nauczycielce.
Po kilku minutach Derek wyprostował się i zrobił minę jakby naprawdę nad czymś ciężko myślał… Brązowooki dobrze znał tą minę, nasłuchiwał czegoś… Miał nawet zamiar lekko się uśmiechnąć jednak kiedy jego oczy spotkały się nagle z niebieskimi tęczówkami Derek’a ta myśl od razu znikła… Jego serce jeszcze bardziej przyśpieszyło… Jakby miało zamiar wyskoczyć z jego klatki piersiowej… A złapanie oddechu stało się jakby troszkę trudniejsze.
-Panie McCall, coś nie tak? –usłyszał z końca klasy głos nauczycielki.
Mimo iż lekkie zamieszanie spowodował jego przyjaciel prawdopodobnie usłyszawszy jego pędzące serce, on nadal się tym nie przejmował i nie zwrócił już uwagi na to czy Scott odpowiedział nauczycielce.
Po kilku minutach Derek wyprostował się i zrobił minę jakby naprawdę nad czymś ciężko myślał… Brązowooki dobrze znał tą minę, nasłuchiwał czegoś… Miał nawet zamiar lekko się uśmiechnąć jednak kiedy jego oczy spotkały się nagle z niebieskimi tęczówkami Derek’a ta myśl od razu znikła… Jego serce jeszcze bardziej przyśpieszyło… Jakby miało zamiar wyskoczyć z jego klatki piersiowej… A złapanie oddechu stało się jakby troszkę trudniejsze.
***
Ostatni dzień szkoły przed przerwą świąteczną. Nie widział Derek’a
od samego Września kiedy to starszy mężczyzna z jakiegoś powodu znalazł się pod
jego szkołą. Od tamtej pory przez jakiś czas troche dłużej mu się spało, trochę
lepiej wstawało rano oraz dużo lepiej ignorowało się ludzi. Jednak po jakimś
czasie znów tęsknota była nie do wytrzymania.
Wtedy znowu zaczął się zastanawiać jakim cudem mógł się do niego tak
przywiązać?
Przez ostatnie miesiące ignorował również Scott’a… Dawał mu dokładnie do zrozumienia że wie o jego małej tajemnicy, mimo iż nie wiedział dlaczego Scott poszedł do Derek’a to widział jak jego przyjaciel miota się z jakby zawstydzenia? Więc ignorował go kompletnie, rozmawiając tylko z Lydią, Allison czasami zamieniając słowo z Jacksonem, który był nieodłącznym dodatkiem do Lydi. Po kilku godzinach nieznośnej katorgi w końcu nadszedł czas na pożegnanie się ze szkołą na najbliższych kilkanaście dni. Szedł powoli już praktycznie pustym korytarzem, no tak właściwie pustym, ponieważ jedyne w nim osoby to on idący do swojej szafki oraz Lydia i Jackson z którymi wracał dzisiaj do domu z powodu odmówienia posłuszeństwa przez jego jeep’a.
-Stiles!- usłyszał za sobą krzyk kiedy odchodził już od swojej szafki w stronę wyjścia po czym poczuł lekkie szarpnięcie i odwróciwszy się zobaczył swojego przyjaciela.
-Scott…- kiwnął lekko głową na przywitanie, ponieważ ostatnimi dniami nie mieli okazji nawet podać sobie dłoni na przywitanie.
-Musze Ci coś powiedzieć… - zaczął Scott, w jego głosie dało się usłyszeć nutkę strachu.- To moja wina, to ja wymusiłem na nim obietnice że to skończy… Robiłem to dla twojego dobra, nie miałem zamiaru… nie chciałem Cię skrzywdzić… - mówił chaotycznie, szybko jakby bojąc się że mu przerwie.
Chciał go uderzyć… Na prawdę bardzo chciał go uderzyć. Nagle poczuł w sobie tak wielką moc która po prostu pchała go do tego by go uderzyć, ale nie zrobił tego i tak prawdopodobnie by tego nawet nie poczuł więc szkoda było marnować na niego jego cenną dłoń, po prostu odwrócił się z zamiarem odejścia.
-Stiles ja…- usłyszał jak jego przyjaciel znów zaczyna próbując go zatrzymać.
Jednak on nie zwracał już na to uwagi, przyśpieszył kroku w stronę czekającej na niego pary, widział waleczną minę Lydi więc domyślił się że Jackson powiedział jej o czym mówił ze Scott’em. Rudawa blondyneczka objęła go mrużącymi wściekłymi oczami oglądając się za drugim kapitanem drużyny Lacross.
Przez ostatnie miesiące ignorował również Scott’a… Dawał mu dokładnie do zrozumienia że wie o jego małej tajemnicy, mimo iż nie wiedział dlaczego Scott poszedł do Derek’a to widział jak jego przyjaciel miota się z jakby zawstydzenia? Więc ignorował go kompletnie, rozmawiając tylko z Lydią, Allison czasami zamieniając słowo z Jacksonem, który był nieodłącznym dodatkiem do Lydi. Po kilku godzinach nieznośnej katorgi w końcu nadszedł czas na pożegnanie się ze szkołą na najbliższych kilkanaście dni. Szedł powoli już praktycznie pustym korytarzem, no tak właściwie pustym, ponieważ jedyne w nim osoby to on idący do swojej szafki oraz Lydia i Jackson z którymi wracał dzisiaj do domu z powodu odmówienia posłuszeństwa przez jego jeep’a.
-Stiles!- usłyszał za sobą krzyk kiedy odchodził już od swojej szafki w stronę wyjścia po czym poczuł lekkie szarpnięcie i odwróciwszy się zobaczył swojego przyjaciela.
-Scott…- kiwnął lekko głową na przywitanie, ponieważ ostatnimi dniami nie mieli okazji nawet podać sobie dłoni na przywitanie.
-Musze Ci coś powiedzieć… - zaczął Scott, w jego głosie dało się usłyszeć nutkę strachu.- To moja wina, to ja wymusiłem na nim obietnice że to skończy… Robiłem to dla twojego dobra, nie miałem zamiaru… nie chciałem Cię skrzywdzić… - mówił chaotycznie, szybko jakby bojąc się że mu przerwie.
Chciał go uderzyć… Na prawdę bardzo chciał go uderzyć. Nagle poczuł w sobie tak wielką moc która po prostu pchała go do tego by go uderzyć, ale nie zrobił tego i tak prawdopodobnie by tego nawet nie poczuł więc szkoda było marnować na niego jego cenną dłoń, po prostu odwrócił się z zamiarem odejścia.
-Stiles ja…- usłyszał jak jego przyjaciel znów zaczyna próbując go zatrzymać.
Jednak on nie zwracał już na to uwagi, przyśpieszył kroku w stronę czekającej na niego pary, widział waleczną minę Lydi więc domyślił się że Jackson powiedział jej o czym mówił ze Scott’em. Rudawa blondyneczka objęła go mrużącymi wściekłymi oczami oglądając się za drugim kapitanem drużyny Lacross.
***
Wrócił do domu i tak jak to robił przez ostatnie miesiące,
usiadł i znów zaczął rysować, tak odkrył w sobie ten talent w wakacje kiedy to
kolor oceanu przypomniał mu o niesamowitym kolorze pewnych niebieskich tęczówek
i po prostu musiał to narysować. Teraz jednak nie rysował nic co wiąże się z
Derek’iem… W tej chwili? W tej chwili rysował zielone, rozzłoszczone oczy i
pełne usta wygięte w grymasie złości. Tak rysował swoją najlepszą przyjaciółkę…
TBC.
4 komy = następny rozdział. Miłego czytania ; )
czwartek, 17 stycznia 2013
Informacje! ; o
Otóż zaszło kilka zmian... Jakie zdążyliście zauważyć. Zniknęło jedno z opowiadań o tytule "Diabeł o uśmiechu anioła" które oczywiście ukarze się w najbliższym czasie na moim photoblogu. Jednak chciałabym wyjaśnić wam całą sprawę. Hmmm... Opowiadanie "STEREK" miało początkowo ograniczyć się do maksimum pięciu rozdziałów, jednak po napisaniu trzeciego rozdziału, który pojawi się kiedy tylko drugi rozdział osiągnie 4 komentarze, stwierdziłam że mam tak dużo pomysłów, dzięki czemu mogę rozbudować to opowiadanie na troszkę więcej rozdziałów niż tylko pięć. Więc mam nadzieję że bardzo cieszycie się z tej nowiny i że z chęcią dowiadywać się będzie co dzieje się u Stiles'a i Derek'a.
Chciałabym również wyjaśnić dlaczego nie dodałam na samym początku opisu i zdjęć bohaterów. Otóż oczywiście postacie te są z jednego z seriali które oglądam, jednak chciałabym aby przy czytaniu wasza wyobraźnia również troszkę działała i aby każdy z moich bohaterów był w waszych oczach perfekcyjny na wasz własny sposób. ;*
Chciałabym również wyjaśnić dlaczego nie dodałam na samym początku opisu i zdjęć bohaterów. Otóż oczywiście postacie te są z jednego z seriali które oglądam, jednak chciałabym aby przy czytaniu wasza wyobraźnia również troszkę działała i aby każdy z moich bohaterów był w waszych oczach perfekcyjny na wasz własny sposób. ;*
piątek, 11 stycznia 2013
Rozdział 2
Minęło może kilka niecałych miesięcy, może tygodni, dni a
może nawet kilka krótkich sekund od pierwszej nocy którą niebieskooki mężczyzna
spędził w jego pokoju, wiele od tamtej pory się zmieniło. Tak jak na początku
ich powitanie było krótkie pełne napięcia, kiedy na początku tylko nieświadomie
wplątywali się nawzajem w swoje ramiona podczas snu, tak po jakimś czasie ich
powitania przekształciły się w pełen pasji i pożądania pocałunek, ich ciała
same odnajdywały drogę do siebie w jego łóżku które mimo swojego małego
rozmiaru wydawało się tak wielkie kiedy nie czuli swojego dotyku. Tego dnia
Stiles nudził się w każdej minucie a nawet i sekundzie każdej godziny lekcyjnej
w jakiej miał przyjemność uczestniczyć, jego przyjaciel gdzieś zniknął przez co
Allison wariowała cały czas kiedy sms’y od niej do niego nie dochodziły lub gdy
miał wyłączony telefon kiedy próbowała się do niego dodzwonić. Derek również
nie dawał znaku życia już od wieczoru dnia poprzedniego co w większości
spowodowane było pełnią jednak w danej chwili było już kilka godzin po pełni,
jednak nie denerwował się tak strasznie jak jego przyjaciółka, musiał być
spokojny inaczej nikt nie zdołałby jej uspokoić. Więc siedział spokojnie
niemalże przysypiając na każdej lekcji jednak tylko na chemii nauczyciel
zwrócił na to uwagę… Tak, kolejna koza u Harris’a. Jednak nadal się nie
denerwował kiedy nie miał żadnych wieści od Derek’a czy Scott’a, ponieważ
wiedział że mają swoje dziwne sprawy i rozumiał to. Czekał na koniec tego dnia
z nadzieją oraz wręcz pewnością że kiedy wejdzie w końcu do swojego pokoju,
poczuje znajomy zapach lasu…
***
W tym samym czasie, może kilka minut wcześniej lub później,
może nawet innego dnia o innej godzinie, może nawet nie w tym świecie Derek
wpadając na chwilę do swojego domu który Peter uparł się że wyremontuje natknął
się na Scott’a, który najwyraźniej nie był przyjaźnie nastawiony i nie chciał
przeprowadzić przyjacielskiej rozmowy.
-Pieprzysz się z moim najlepszym przyjacielem, wprost pod moim nosem?- przywitał go niezbyt entuzjastycznym krzykiem.
-Z nikim się nie pieprze. – warknął niebieskooki wymijając go.
Kiedy go wymijał niższy chłopak złapał go za ramie i szarpnął odwracając w swoją stronę, oddychał głęboko, przecież nic mu nie zrobi. Stiles by go znienawidził.
-Dasz mu spokój! Znikniesz z jego życia! On nie jest dla Ciebie ani ty dla niego! – warknął niższy brunet.
-Co?- zapytał zszokowany mężczyzna.
-To co słyszałeś! Nie jesteś dla niego odpowiedni, nie pozwolę Ci go skrzywdzić!- wypowiedział spokojniej kolejne słowa.
-Pieprzysz się z moim najlepszym przyjacielem, wprost pod moim nosem?- przywitał go niezbyt entuzjastycznym krzykiem.
-Z nikim się nie pieprze. – warknął niebieskooki wymijając go.
Kiedy go wymijał niższy chłopak złapał go za ramie i szarpnął odwracając w swoją stronę, oddychał głęboko, przecież nic mu nie zrobi. Stiles by go znienawidził.
-Dasz mu spokój! Znikniesz z jego życia! On nie jest dla Ciebie ani ty dla niego! – warknął niższy brunet.
-Co?- zapytał zszokowany mężczyzna.
-To co słyszałeś! Nie jesteś dla niego odpowiedni, nie pozwolę Ci go skrzywdzić!- wypowiedział spokojniej kolejne słowa.
***
Kiedy wracając ze szkoły zobaczył że radiowozu jego ojca nie
ma na podjeździe ucieszył się tak bardzo, że czując szybkie bicie swojego serca
zaczął pogwizdywać pod nosem. Wszedł do domu, odwieszając kurtkę tak niedbale
że i tak po chwili osunęła się na szafkę od butów, nie zwróciwszy na to uwagi
wpadł do kuchni, gdzie znalazł kartkę
napisaną przez swojego ojca na której widniała informacja że nie będzie go w
domu do co najmniej 4 nad ranem, z powodu jakiejś sprawy niedaleko za granicami
miasteczka. Wszedł szybko na piętro próbując opanować swój entuzjazm oraz
przyśpieszony oddech . Zaraz przed drzwiami jego sypialni ogarnął go strach,
niewyobrażalnie wielki strach… Bo co jeśli go tam nie ma? Mignęło mu przez
myśli, jednak odetchnął głęboko i nacisnął na klamkę. Nie zamknął nawet za sobą
drzwi kiedy zobaczył niebieskookiego mężczyznę, wypuścił z dłoni klamkę i wręcz
wpadł w ramiona wyższego mężczyzny. Sam nie potrafił ogarnąć tego jak bardzo
można uzależnić się od drugiej osoby, od jej dotyku, głosu kiedy szepcze ci na
dobranoc… Jego usta szybko odnalazły drogę do tak dobrze mu znanych ust
starszego mężczyzny. Obaj całkowicie
zatracili się w tym pocałunku. Niebieskooki kurczowo trzymał się niższego
chłopaka, jak gdyby miało się coś stać… Jednak niczego nie świadomy brązowooki
popchnął go lekko w stronę łóżka.
-Stój…- usłyszał ledwo słyszalny protest niebieskookiego, kiedy spojrzał mu w oczy, od razu wiedział że coś się dzieje.
-Co się stało?- zapytał jedną dłoń układając w połowie ramienia wyższego mężczyzny a drugą na jego boku.
-Nie potrafię tak dłużej… - powiedział niebieskooki spuszczając swój wzrok na podłogę i cofając się jakby uciekając przed jego dotykiem.
-Czego? Powiedz czego nie potrafisz? – zapytał Stiles.
-Nie możemy tego dłużej ciągnąć… - powiedział kręcąc lekko głową- Miał racje… - szepnął pod nosem.- Nie jestem dla Ciebie odpowiedni.- powiedział głośno, podnosząc swój wzrok.
-Co ty za głupoty gadasz? – zapytał drżącym głosem brązowooki, nie rozumiał tej całej chorej sytuacji, nie chciał rozumieć.
-Nie chce tego ciągnąć…- brązowooki usłyszał te słowa jakby przez mgłę… Nie rozumiał… Nie rozumiał…
Był jakby w transie, kiedy się z niego wy budził stał sam na środku swojego pokoju, okno oraz drwi były zamknięte, łóżko idealnie zaścielone, tak jak je zostawił rano, materiał fotela nie prostował się tak jak zawsze kiedy Derek długo na nim siedział i wstawał, jego ubrania były troszkę pogniecione, a w pokoju już prawie nie wyczuwalny był zapach lasu.
-Stój…- usłyszał ledwo słyszalny protest niebieskookiego, kiedy spojrzał mu w oczy, od razu wiedział że coś się dzieje.
-Co się stało?- zapytał jedną dłoń układając w połowie ramienia wyższego mężczyzny a drugą na jego boku.
-Nie potrafię tak dłużej… - powiedział niebieskooki spuszczając swój wzrok na podłogę i cofając się jakby uciekając przed jego dotykiem.
-Czego? Powiedz czego nie potrafisz? – zapytał Stiles.
-Nie możemy tego dłużej ciągnąć… - powiedział kręcąc lekko głową- Miał racje… - szepnął pod nosem.- Nie jestem dla Ciebie odpowiedni.- powiedział głośno, podnosząc swój wzrok.
-Co ty za głupoty gadasz? – zapytał drżącym głosem brązowooki, nie rozumiał tej całej chorej sytuacji, nie chciał rozumieć.
-Nie chce tego ciągnąć…- brązowooki usłyszał te słowa jakby przez mgłę… Nie rozumiał… Nie rozumiał…
Był jakby w transie, kiedy się z niego wy budził stał sam na środku swojego pokoju, okno oraz drwi były zamknięte, łóżko idealnie zaścielone, tak jak je zostawił rano, materiał fotela nie prostował się tak jak zawsze kiedy Derek długo na nim siedział i wstawał, jego ubrania były troszkę pogniecione, a w pokoju już prawie nie wyczuwalny był zapach lasu.
***
Od feralnego dnia, którym był piątek, każdy wcześniejszy dzień… tydzień… miesiąc…
każda godzina, minuta a nawet sekunda każdego poszczególnego dnia wydawała się
snem… Jak gdyby żadne z tak wielu zdarzeń nigdy nie miało miejsca… Czy go
widywał? Nie… Derek jakby rozpuścił się w powietrzu, albo po prostu nie
wchodził mu w drogę… Jak sobie z tym radził? Stiles jak Stiles, nie dawał po
sobie poznać że coś jest nie tak, nie mógł okazać słabości wśród swoich
przyjaciół, przecież był najsilniejszy psychicznie… Nie mógł tak po prostu
poddać się, zrezygnować z normalnego życia. Świat kręcił się dalej, ale nie
dotyczyło go to już kiedy przekraczał próg swojego pokoju, tam czas nie miał
znaczenia… Tam nic nie miało znaczenia oprócz niego i tego jak bardzo pragnął
zrozumieć. Czasami tylko pisał na kartkach które później chował głęboko w
swoich rzeczach coś jakby listy którym nigdy nie będzie przeznaczone wysłanie.
Innym razem pisał na kartkach poszczególnych zeszytów różne słowa… „Jak mógł
zrobić piekło z twego życia ktoś kto ma twarz anioła kiedy się do Ciebie uśmiecha…?”
TBC.
Rozdział 1.
Było już
grubo po północy kiedy wrócił wreszcie od Scotta, mimo iż na podjeździe nie
było radiowozu jego ojca, on i tak wchodził po cichu, jak najciszej zawieszając
klucze na wieszaku po których odwiesił również kurtkę, wszedł do kuchni i
zmęczonym wzrokiem obejrzał się dookoła. Zjadł jakąś kanapkę z czymś ledwo
zjadliwym i wypił szklankę wody szurając nogami ruszył w stronę schodów
prowadzących na piętro. Szedł z praktycznie zamkniętymi oczami znając drogę do
łazienki na pamięć. Kiedy był na miejscu zapalił światło które na chwilę go
oślepiło, jednak po kilku sekundach stał już przed lustrem patrząc w odbicie
swoich zmęczonych oczu. Starannie umył zęby i obmył twarz zimną wodą, wciągnął
na siebie spodnie dresowe i koszulkę w których najczęściej sypiał i które
zostawił na szafce rankiem dnia poprzedniego. Kiedy zgasił w łazience światło
znów wrócił do podróży z pamięci korytarzem między łazienką a jego pokojem,
która nie trwała długo bo już po kilku sekundach zamykał drzwi swojego pokoju
jednocześnie zapalając niezbyt jasne światło.
-Co do…?!- krzyknął podskakując i wpadając na drzwi za nim kiedy odwrócił się i zorientował się ze na jego fotelu ktoś siedzi.
-Co ty tu robisz do cholery? – zapytał po chwili, kiedy już zdołał zobaczyć twarz która wyłoniła się z cienia.
-Peter… on, tak jakby jest u mnie w domu. - odpowiedział mu cichy jednak zdecydowany głos starszego o kilka lat mężczyzny.
-To chyba normalne, w końcu to był też jego dom za nim oczywiście doszczętnie spłonął, chociaż praktycznie teraz też do niego tak jakby należy, ponieważ bank nie zabrał go gdyż właściciele żyją…- tak, jak zwykle w obecności Derek’a dostał słowotoku.
Derek przyglądał mu się cały czas kiedy coś mówił, wiedząc, że on sam nie wie co do końca mówi. Nie przerywał mu czekając aż po prostu sam przestanie, uświadamiając sobie co tak na prawdę mówi. Uśmiechał się lekko pod nosem widząc zmieszanie młodszego chłopaka, nie wiedział do końca dlaczego akurat do niego przyszedł. W końcu mógł iść do motelu, mógł iść gdzieś indziej… jednak przyszedł tutaj. No właśnie przyszedł tutaj, co po części zaniepokoiło Stiles’a, jednak po części również go i wystraszyło, jak jakby ucieszyło. Po powiedzeniu tylu nie dorzecznych słów musiał złapać oddech, więc ucichł, głęboko oddychając.
-Peter, panoszy się po domu, co samo w sobie jest denerwujące… Nie wspominając już o cudownym planie odnowienia posiadłości…- powiedział Derek, sam do końca nie wiedząc dlaczego mu to mówi. Nie musiał przecież mu tego mówić.
-Co?!- zapytał Stiles a jego oczy zrobiły się takie duże i zszokowane.- Peter, chce odnowić posiadłość? Odbudować ten dom?- zapytał po chwili siadając na brzegu swojego łóżka.
-Po prostu pomyślałem, że mógłbym poczekać tu do póki nie zrezygnuje z tego świetnego planu, co powinno nastąpić już niedługo?- zapytał Derek, jednocześnie omijając pytania które go krępowały oraz dając młodszemu mężczyźnie do zrozumienia, że nie chce o tym rozmawiać.
Sam do końca nie wiedział dlaczego ale w pobliżu niższego chłopaka, czuł się jakoś bezpieczniej… Spokojniej. Może spowodowane to było tym że chłopak wiele razy ratował mu życie, może czymś innym… Sam nie wiedział…
-Jasne… - odpowiedział po chwili brązowooki.- Czuj się jak u siebie.- dopowiedział po chwili z lekkim zawahaniem, po czym wstał z łóżka i opadł ciężko na drugi fotel stojący przy biurku.
Odpalił swojego laptopa, czując że nie położy się szybko spać, a nawet jeśli to niezbyt szybko zaśnie. Stracił poczucie czasu znów czytając o tych wszystkich rzeczach rodem nie z tego świata. Po jakimś czasie chyba nawet zapomniał o obecności starszego mężczyzny, baa… Zapomniał inaczej nigdy w jego obecności nie ściągnąłby koszulki kiedy zrobiło mu się za ciepło. Kiedy ponownie poczuł zmęczenie tak wielkie że ledwo już siedział wyłączył szybko swój komputer i z zamkniętymi oczami doczłapał się do swojego łóżka na które opadł ciężko i może gdyby był mniej zmęczony zwróciłby uwagę na to że z lewej strony od kogoś aż bije ciepło. Jednak ciemność wokół, zmęczenie oraz to że kompletnie zapomniał o obecności niebieskookiego mężczyzny pchały go tylko do snu i nie obchodziło go już nic więcej. Rano obudziły go poranne promienie słoneczne wpadające przez otwarte okno oraz ciche … mruczenie? Otworzył szybko i szeroko oczy aby na swojej klatce piersiowej zobaczyć głowę pokrytą czarnymi włosami, aby poczuć dotyk czyjejś dłoni na swoim boku i usłyszeć wyraźniej pomruki zadowolenia zwiastujące chyba dobry sen., lub zadowolenie ze snu na prawdziwym wygodnym łóżku.
I tak już zostało, po tej nocy… Stało się to rutyną, wracał do domu gdzie w ukryciu przed jego ojcem w fotelu pod ścianą cicho siedział Derek, po jakimś czasie zauważył swoje podniecenie, kiedy wracał już do domu. Tą radość z tego że zobaczy niebieskookiego, porozmawia z nim, że znów obudzi się następnego ranka z jego nosem przy swoim zgięciu szyi …
-Co do…?!- krzyknął podskakując i wpadając na drzwi za nim kiedy odwrócił się i zorientował się ze na jego fotelu ktoś siedzi.
-Co ty tu robisz do cholery? – zapytał po chwili, kiedy już zdołał zobaczyć twarz która wyłoniła się z cienia.
-Peter… on, tak jakby jest u mnie w domu. - odpowiedział mu cichy jednak zdecydowany głos starszego o kilka lat mężczyzny.
-To chyba normalne, w końcu to był też jego dom za nim oczywiście doszczętnie spłonął, chociaż praktycznie teraz też do niego tak jakby należy, ponieważ bank nie zabrał go gdyż właściciele żyją…- tak, jak zwykle w obecności Derek’a dostał słowotoku.
Derek przyglądał mu się cały czas kiedy coś mówił, wiedząc, że on sam nie wie co do końca mówi. Nie przerywał mu czekając aż po prostu sam przestanie, uświadamiając sobie co tak na prawdę mówi. Uśmiechał się lekko pod nosem widząc zmieszanie młodszego chłopaka, nie wiedział do końca dlaczego akurat do niego przyszedł. W końcu mógł iść do motelu, mógł iść gdzieś indziej… jednak przyszedł tutaj. No właśnie przyszedł tutaj, co po części zaniepokoiło Stiles’a, jednak po części również go i wystraszyło, jak jakby ucieszyło. Po powiedzeniu tylu nie dorzecznych słów musiał złapać oddech, więc ucichł, głęboko oddychając.
-Peter, panoszy się po domu, co samo w sobie jest denerwujące… Nie wspominając już o cudownym planie odnowienia posiadłości…- powiedział Derek, sam do końca nie wiedząc dlaczego mu to mówi. Nie musiał przecież mu tego mówić.
-Co?!- zapytał Stiles a jego oczy zrobiły się takie duże i zszokowane.- Peter, chce odnowić posiadłość? Odbudować ten dom?- zapytał po chwili siadając na brzegu swojego łóżka.
-Po prostu pomyślałem, że mógłbym poczekać tu do póki nie zrezygnuje z tego świetnego planu, co powinno nastąpić już niedługo?- zapytał Derek, jednocześnie omijając pytania które go krępowały oraz dając młodszemu mężczyźnie do zrozumienia, że nie chce o tym rozmawiać.
Sam do końca nie wiedział dlaczego ale w pobliżu niższego chłopaka, czuł się jakoś bezpieczniej… Spokojniej. Może spowodowane to było tym że chłopak wiele razy ratował mu życie, może czymś innym… Sam nie wiedział…
-Jasne… - odpowiedział po chwili brązowooki.- Czuj się jak u siebie.- dopowiedział po chwili z lekkim zawahaniem, po czym wstał z łóżka i opadł ciężko na drugi fotel stojący przy biurku.
Odpalił swojego laptopa, czując że nie położy się szybko spać, a nawet jeśli to niezbyt szybko zaśnie. Stracił poczucie czasu znów czytając o tych wszystkich rzeczach rodem nie z tego świata. Po jakimś czasie chyba nawet zapomniał o obecności starszego mężczyzny, baa… Zapomniał inaczej nigdy w jego obecności nie ściągnąłby koszulki kiedy zrobiło mu się za ciepło. Kiedy ponownie poczuł zmęczenie tak wielkie że ledwo już siedział wyłączył szybko swój komputer i z zamkniętymi oczami doczłapał się do swojego łóżka na które opadł ciężko i może gdyby był mniej zmęczony zwróciłby uwagę na to że z lewej strony od kogoś aż bije ciepło. Jednak ciemność wokół, zmęczenie oraz to że kompletnie zapomniał o obecności niebieskookiego mężczyzny pchały go tylko do snu i nie obchodziło go już nic więcej. Rano obudziły go poranne promienie słoneczne wpadające przez otwarte okno oraz ciche … mruczenie? Otworzył szybko i szeroko oczy aby na swojej klatce piersiowej zobaczyć głowę pokrytą czarnymi włosami, aby poczuć dotyk czyjejś dłoni na swoim boku i usłyszeć wyraźniej pomruki zadowolenia zwiastujące chyba dobry sen., lub zadowolenie ze snu na prawdziwym wygodnym łóżku.
I tak już zostało, po tej nocy… Stało się to rutyną, wracał do domu gdzie w ukryciu przed jego ojcem w fotelu pod ścianą cicho siedział Derek, po jakimś czasie zauważył swoje podniecenie, kiedy wracał już do domu. Tą radość z tego że zobaczy niebieskookiego, porozmawia z nim, że znów obudzi się następnego ranka z jego nosem przy swoim zgięciu szyi …
TBC.
Subskrybuj:
Posty (Atom)