-Wstawaj chłopcze inaczej spóźnisz się do szkoły- usłyszał
nad sobą entuzjastyczny głos swojego ojca.
Nie spał… To było już rutyną że nie przesypiał całych nocy, należały do niego zaledwie dwie godziny odpoczynku, reszta czasu to tylko bezsensowne przewracanie się z boku na bok. Podniósł się ze swoich miękkich poduszek i z tępym wyrazem twarzy spuścił swoje stopy na zimną posadzkę. Wstał nawet nie spoglądając na czarne zasłony które szczelnie zakrywały jego okno, nawet nie myślał o tym by je odsłonić, w tym momencie jego pokój był tylko słabo oświetlany przez światło dzienne wpadające przez otwarte drzwi. Minął swojego staruszka, szurając cicho nogami o podłogę, wiedział ze w chwili kiedy jego ojciec był już pewny że go nie zobaczy, entuzjastyczny wyraz twarzy zniknął ustępując miejsca zmartwieniu. W końcu minęło już dobrych kilka tygodni może nawet miesiecy od kąt dane mu było usłyszeć śmiech swojego jedynego syna… Tak minęło już tyle czasu, w tym momencie chłopak zaczynał senioralny rok w swoim liceum… Obmył swoją zmęczoną twarz zimną wodą i sięgnął po szczoteczkę do zębów , które umył powoli oraz starannie po czym wrócił do swojego pokoju który oświetlany już był przez promienie słoneczne za sprawą jego ojca który odsłonił zasłony i jak co dzień bez słowa pojechał do pracy. Założył na siebie czyste ubranie i złapał za plecak który był podejrzanie lekki jednak nie miał ochoty sprawdzać czego nie wziął.
Nie spał… To było już rutyną że nie przesypiał całych nocy, należały do niego zaledwie dwie godziny odpoczynku, reszta czasu to tylko bezsensowne przewracanie się z boku na bok. Podniósł się ze swoich miękkich poduszek i z tępym wyrazem twarzy spuścił swoje stopy na zimną posadzkę. Wstał nawet nie spoglądając na czarne zasłony które szczelnie zakrywały jego okno, nawet nie myślał o tym by je odsłonić, w tym momencie jego pokój był tylko słabo oświetlany przez światło dzienne wpadające przez otwarte drzwi. Minął swojego staruszka, szurając cicho nogami o podłogę, wiedział ze w chwili kiedy jego ojciec był już pewny że go nie zobaczy, entuzjastyczny wyraz twarzy zniknął ustępując miejsca zmartwieniu. W końcu minęło już dobrych kilka tygodni może nawet miesiecy od kąt dane mu było usłyszeć śmiech swojego jedynego syna… Tak minęło już tyle czasu, w tym momencie chłopak zaczynał senioralny rok w swoim liceum… Obmył swoją zmęczoną twarz zimną wodą i sięgnął po szczoteczkę do zębów , które umył powoli oraz starannie po czym wrócił do swojego pokoju który oświetlany już był przez promienie słoneczne za sprawą jego ojca który odsłonił zasłony i jak co dzień bez słowa pojechał do pracy. Założył na siebie czyste ubranie i złapał za plecak który był podejrzanie lekki jednak nie miał ochoty sprawdzać czego nie wziął.
***
-Scott, to jakaś paranoja, musisz powiedzieć mu prawdę. –
powiedziała chyba już po raz setny w tym tygodniu Allison do swojego chłopaka.
Nie mogła dać spokoju tej sprawie. Niestety dopiero tydzień wcześniej jej jak myślała wspaniały chłopak powiedział jej że jej przyjaciel miał romans z Derek’iem który on osobiście zakończył.
-Nic nie musze… -odburknął w odpowiedzi.
-Okej, ale powiedz mi jedno. Ile razy podczas wakacji widziałeś Stiles’a? – zapytała brunetka.
-Dwa razy. – odpowiedział krótko skupiając uwagę na drodze.
-Które z tych spotkań było przez was zaplanowane? – zapytała ponownie.
-Żadne, spotkałem go raz u mechanika drugi raz na posterunku kiedy musiałem zapłacić mandat. Przecież dobrze wiesz że całe wakacje spędził po za miastem. – odpowiedział jej zatrzymując się na czerwonym świetle i dostrzegając po swojej lewej znajomego jeep’a, z jego zmęczonym najlepszym przyjacielem za kierownicą.
-Jak myślisz dlaczego spędzał te wakacje z dala od tego miasta…- powiedziała spoglądając na znajomy samochód, oraz kładąc nacisk na dwa ostatnie słowa.
-Chyba nie myślisz że z powodu Derek’a. – powiedział kiedy jeep zniknął mu z oczu.
-Tak właśnie myślę… -odpowiedziała pewnym siebie głosem, kiedy sygnalizacja świetlna zmieniła się i dane im było skręcić już by dojechać do szkoły.
Nie mogła dać spokoju tej sprawie. Niestety dopiero tydzień wcześniej jej jak myślała wspaniały chłopak powiedział jej że jej przyjaciel miał romans z Derek’iem który on osobiście zakończył.
-Nic nie musze… -odburknął w odpowiedzi.
-Okej, ale powiedz mi jedno. Ile razy podczas wakacji widziałeś Stiles’a? – zapytała brunetka.
-Dwa razy. – odpowiedział krótko skupiając uwagę na drodze.
-Które z tych spotkań było przez was zaplanowane? – zapytała ponownie.
-Żadne, spotkałem go raz u mechanika drugi raz na posterunku kiedy musiałem zapłacić mandat. Przecież dobrze wiesz że całe wakacje spędził po za miastem. – odpowiedział jej zatrzymując się na czerwonym świetle i dostrzegając po swojej lewej znajomego jeep’a, z jego zmęczonym najlepszym przyjacielem za kierownicą.
-Jak myślisz dlaczego spędzał te wakacje z dala od tego miasta…- powiedziała spoglądając na znajomy samochód, oraz kładąc nacisk na dwa ostatnie słowa.
-Chyba nie myślisz że z powodu Derek’a. – powiedział kiedy jeep zniknął mu z oczu.
-Tak właśnie myślę… -odpowiedziała pewnym siebie głosem, kiedy sygnalizacja świetlna zmieniła się i dane im było skręcić już by dojechać do szkoły.
***
-Siemasz człowieku! – usłyszał za sobą entuzjastyczny głos
swojego przyjaciela, zamykając swoją szafkę odwrócił się do niego przodem.
-Hej.- odpowiedział unosząc jeden kącik ust delikatnie do góry.
-Jak wakacje? Nie widywałem Cię zbyt często, twój tata mówił że podróżujesz… - zapytał Scott kiedy ruszyli wzdłuż korytarza.
-Wiesz, zaoszczędziłem trochę kasy i wyjechałem, a potem jakoś to było.- powiedział lekko ironicznym głosem.
Tak wyjechał z miasta, wiedząc że przecież prędzej czy później natknie się na Scott’a, Allison, Eric’e, Isaack’a lub Derek’a. Wziął więc wszystkie swóje oszczędności i spędził ten czas nad oceanem, pracując w sklepie ze sprzętem do serfowania kiedy jego oszczędności się już skończyły. Był w mieście tylko raz, wrócił na urodziny swojego ojca, przy okazji spotykając swojego przyjaciela na posterunku i u mechanika który robił przegląd jego jeep’a przed kolejnym wyjazdem.
-No i co robiłeś? Dobrze się bawiłeś? – jego przyjaciel zawalił go pytaniami z których usłyszał tylko te dwa, mając nadzieje że są najistotniejsze z reszty zaczął starannie układać w swojej głowie kłamstwo którego Scott nie rozpozna.
-Trochę pracowałem w sklepie z sprzętem do nurkowania i surfingu, trochę też serfowałem… Bardzo wciągające zajęcie – odpowiedział usłyszawszy dzwonek na lekcje.
Po chwili byli już w swojej ulubionej klasie na lekcji chemii… Taaa, nie ma to jak zacząć roku szkolnego od lekcji znienawidzonej chemii…
Siedział prosto i cicho wsłuchując się w słowa nauczyciela nie zwracał uwagi na to jak jego przyjaciel co chwila próbuje zwrócić na siebie jego uwagę aby opowiedzieć m jakąś fantastyczną historię zapewne z jego dziewczyną w roli głównej. W tej chwili zachowanie jego przyjaciela nie bardzo miało dla niego jakiekolwiek znaczenie, bo jedyne o czym marzył, to znaleźć się w swoim pokoju.
-Hej.- odpowiedział unosząc jeden kącik ust delikatnie do góry.
-Jak wakacje? Nie widywałem Cię zbyt często, twój tata mówił że podróżujesz… - zapytał Scott kiedy ruszyli wzdłuż korytarza.
-Wiesz, zaoszczędziłem trochę kasy i wyjechałem, a potem jakoś to było.- powiedział lekko ironicznym głosem.
Tak wyjechał z miasta, wiedząc że przecież prędzej czy później natknie się na Scott’a, Allison, Eric’e, Isaack’a lub Derek’a. Wziął więc wszystkie swóje oszczędności i spędził ten czas nad oceanem, pracując w sklepie ze sprzętem do serfowania kiedy jego oszczędności się już skończyły. Był w mieście tylko raz, wrócił na urodziny swojego ojca, przy okazji spotykając swojego przyjaciela na posterunku i u mechanika który robił przegląd jego jeep’a przed kolejnym wyjazdem.
-No i co robiłeś? Dobrze się bawiłeś? – jego przyjaciel zawalił go pytaniami z których usłyszał tylko te dwa, mając nadzieje że są najistotniejsze z reszty zaczął starannie układać w swojej głowie kłamstwo którego Scott nie rozpozna.
-Trochę pracowałem w sklepie z sprzętem do nurkowania i surfingu, trochę też serfowałem… Bardzo wciągające zajęcie – odpowiedział usłyszawszy dzwonek na lekcje.
Po chwili byli już w swojej ulubionej klasie na lekcji chemii… Taaa, nie ma to jak zacząć roku szkolnego od lekcji znienawidzonej chemii…
Siedział prosto i cicho wsłuchując się w słowa nauczyciela nie zwracał uwagi na to jak jego przyjaciel co chwila próbuje zwrócić na siebie jego uwagę aby opowiedzieć m jakąś fantastyczną historię zapewne z jego dziewczyną w roli głównej. W tej chwili zachowanie jego przyjaciela nie bardzo miało dla niego jakiekolwiek znaczenie, bo jedyne o czym marzył, to znaleźć się w swoim pokoju.
***
-Cześć Stiles! –usłyszał za sobą dwa kobiece głosy po czym
poczuł na swoim policzku najpierw jedne drobne usta a później drugie pełne,
które pozostawiły ślad różowej szminki, który wytarła drobna dłoń należąca do
właścicielki ust.
-Witaj Lydio… -uśmiechnął się lekko do rudawej blondyneczki. Która usiadła obok niego wycierając przy tym ślad po szmince z jego policzka. -Allison…-Przywitał się właśnie z brunetką która postanowiła usiąść obok jego przyjaciela, który siedział na przeciwko niego.
-Miałeś zadzwonić kiedy dojedziesz do domu.- usłyszał po swojej prawej stronie głos Lydi z którą zaczął się bardzo przyjaźnić kiedy Derek zniknął z jego życia.
-Tak wiem, ale bateria mi padła…byłem zmęczony więc zamiast szukać ładowarki położyłem się spać. -odpowiedział zerknowszy czy Allison skutecznie rozprasza Scott’a.
-Ty?! Spać?! Jaasne… -prychnęła zielonooka blondynka.
-Możemy o tym pogadać później, gdzie indziej? –zapytał cicho spoglądając na nią swoimi brązowymi oczami które zawsze mu pomagały w zdobyciu racji lub informacji, zawsze im ulegała… Na początku myślał że tak jest bo po prostu umie zrobić przekonującą minę, teraz już wiedział że Lydia po prostu widziała w jego oczach niewyobrażalny smutek.
-Okej.- powiedziała wstając i łapiąc go za rękę ciągnąc jednocześnie do góry.- Wybaczcie nam, musimy zamienić parę słów. – powiedziała słodkim głosikiem do Scott’a i Allison po czym zaczęła ciągnąć go w strone wyjścia z kafeterii.
Zatrzymali się dopiero na skraju lasu gdzie kończyło się boisko Lacross.
-A teraz opowiadaj… - zażądała niższa od niego rudawa blondyneczka…
-Lydia…- zaczął.
-O nie, nie, nie. Nie wykręcisz się, nie odzywałeś się chyba od tygodnia, żądam wyjaśnień – powiedziała tym swoim nie znoszącym sprzeciwu głosem.
-Nie spałem praktycznie wcale… Cały czas wydawało mi się że okno się otwiera…- wyszeptał po kilku minutach ciszy. – Widziałaś go podczas wakacji? –zapytał tym samym szeptem.
Tak pytał o to czy widziała Derek’a, ponieważ jeszcze przed wakacjami opowiedział jej całą historię, mógł tylko jej to powiedzieć… Tylko ona była w stanie jak ktokolwiek go zrozumieć czy nie skreślić go za spotykaniem się z Derek’iem Hale’m.
-Pare razy podwoziłam do niego Jackson’a… pomagał im trochę w odbudowie domu, ale Dereka widziałam może raz… ale z tego co mówi Peter, codzi jakiś drażliwy i naburmuszony od kąt ostatni raz z nim rozmawiałeś…- powiedziała cicho jakby trochę nie śmiale.
-Rozmawiałaś o tym z Peter’em? – warknął na nią.
-Pewnie że nie! – oburzyła się. – On sam się domyślił! Zna Derek’a trochę dłużej niż każde z nas i domyślił się co jest grane kiedy zaczął znikać na całe noce, wracając pachnąc tobą.- wytłumaczyła szybko z lekkim wyrzutem w głosie i oczach.
- Przepraszam… poniosło mnie…-wyszeptał i spuścił swój wzrok na ziemie.
-Stiles… Peter powiedział mi jeszcze jedną rzecz…- usłyszał ponownie jej cichy głos.
-Jaką? –zapytał unosząc swój wzrok na jej zielone tęczówki.
-W dniu kiedy Derek po raz ostatni Cię odwiedził… -zaczęła, nie używała słów „zerwał z tobą” czy „zostawił Cię” dla niej był to dzień w którym Derek ostatni raz go „odwiedził”.- W tym dniu, w ich domu pojawił się Scott… - wyszeptała.
-Witaj Lydio… -uśmiechnął się lekko do rudawej blondyneczki. Która usiadła obok niego wycierając przy tym ślad po szmince z jego policzka. -Allison…-Przywitał się właśnie z brunetką która postanowiła usiąść obok jego przyjaciela, który siedział na przeciwko niego.
-Miałeś zadzwonić kiedy dojedziesz do domu.- usłyszał po swojej prawej stronie głos Lydi z którą zaczął się bardzo przyjaźnić kiedy Derek zniknął z jego życia.
-Tak wiem, ale bateria mi padła…byłem zmęczony więc zamiast szukać ładowarki położyłem się spać. -odpowiedział zerknowszy czy Allison skutecznie rozprasza Scott’a.
-Ty?! Spać?! Jaasne… -prychnęła zielonooka blondynka.
-Możemy o tym pogadać później, gdzie indziej? –zapytał cicho spoglądając na nią swoimi brązowymi oczami które zawsze mu pomagały w zdobyciu racji lub informacji, zawsze im ulegała… Na początku myślał że tak jest bo po prostu umie zrobić przekonującą minę, teraz już wiedział że Lydia po prostu widziała w jego oczach niewyobrażalny smutek.
-Okej.- powiedziała wstając i łapiąc go za rękę ciągnąc jednocześnie do góry.- Wybaczcie nam, musimy zamienić parę słów. – powiedziała słodkim głosikiem do Scott’a i Allison po czym zaczęła ciągnąć go w strone wyjścia z kafeterii.
Zatrzymali się dopiero na skraju lasu gdzie kończyło się boisko Lacross.
-A teraz opowiadaj… - zażądała niższa od niego rudawa blondyneczka…
-Lydia…- zaczął.
-O nie, nie, nie. Nie wykręcisz się, nie odzywałeś się chyba od tygodnia, żądam wyjaśnień – powiedziała tym swoim nie znoszącym sprzeciwu głosem.
-Nie spałem praktycznie wcale… Cały czas wydawało mi się że okno się otwiera…- wyszeptał po kilku minutach ciszy. – Widziałaś go podczas wakacji? –zapytał tym samym szeptem.
Tak pytał o to czy widziała Derek’a, ponieważ jeszcze przed wakacjami opowiedział jej całą historię, mógł tylko jej to powiedzieć… Tylko ona była w stanie jak ktokolwiek go zrozumieć czy nie skreślić go za spotykaniem się z Derek’iem Hale’m.
-Pare razy podwoziłam do niego Jackson’a… pomagał im trochę w odbudowie domu, ale Dereka widziałam może raz… ale z tego co mówi Peter, codzi jakiś drażliwy i naburmuszony od kąt ostatni raz z nim rozmawiałeś…- powiedziała cicho jakby trochę nie śmiale.
-Rozmawiałaś o tym z Peter’em? – warknął na nią.
-Pewnie że nie! – oburzyła się. – On sam się domyślił! Zna Derek’a trochę dłużej niż każde z nas i domyślił się co jest grane kiedy zaczął znikać na całe noce, wracając pachnąc tobą.- wytłumaczyła szybko z lekkim wyrzutem w głosie i oczach.
- Przepraszam… poniosło mnie…-wyszeptał i spuścił swój wzrok na ziemie.
-Stiles… Peter powiedział mi jeszcze jedną rzecz…- usłyszał ponownie jej cichy głos.
-Jaką? –zapytał unosząc swój wzrok na jej zielone tęczówki.
-W dniu kiedy Derek po raz ostatni Cię odwiedził… -zaczęła, nie używała słów „zerwał z tobą” czy „zostawił Cię” dla niej był to dzień w którym Derek ostatni raz go „odwiedził”.- W tym dniu, w ich domu pojawił się Scott… - wyszeptała.
***
Historia… Nauczycielka mówiła coś o wojnie Secesyjnej,
jednak on nie mógł skupić na tym swojej uwagi, wpatrywał się w plecy
przyjaciela który siedział przed nim tyle że w drugiej ławce, on jednak usiadł
tego dnia na samym końcu. W jego głowie tworzyły się różne scenariusze tego co
zaszło u Derek’a. Po co jego przyjaciel mógł tam pójść, kiedy najzwyczajniej w
świecie nie miał powodu? Przecież nie rozmawiał z Derekiem od końca drugiej
klasy, więc po co pojawił się u niego na początku wiosny klasy trzeciej?
Westchnął cicho próbując skupić swoją uwagę na słowach tematu w książce, jednak
nie mógł, nie potrafił… Coś podpowiadało mu aby podniósł swój wzrok… Wiec to
zrobił, rozejrzał się po klasie studiując minę każdego ucznia, po czym zwrócił
uwagę na to że połowa klasy wymienia między sobą albo sms’y albo małe zwinięte
karteczki… Pewnie znów umawiają się na imprezę. W pewnej chwili dwie pary oczu
zwróciły się w jego stronę… Nie… znów plotkowali na jego tema, znów zastanawiali
się co mu się przydarzyło przed wakacjami… Oraz zapewne zastanawiali się co
robił w wakacje… Nie był popularny, ludzie się nim nie interesowali dopóki w
jego życiu nie zaczęło się coś dziać… Właśnie w tedy kiedy potrzebował byś
niewidzialnym oni się zainteresowali jego życiem. Zwrócił swój wzrok na okno,
przyglądając się samochodom zaparkowanym na szkolnym parkingu przeniósł swój
wzrok na chodnik zaraz przed schodami prowadzącymi do wejścia do szkoły. Derek…
o mało co nie wstał i nie podbiegł do okna… Jego serce zaczęło bić tak mocno i
szybko, znów poczuł że je ma… Usłyszał w
klasie jakby lekkie zamieszanie jednak nie zwróciwszy na to uwgi chłonął
wzrokiem każdy gest Derek’a.
-Panie McCall, coś nie tak? –usłyszał z końca klasy głos nauczycielki.
Mimo iż lekkie zamieszanie spowodował jego przyjaciel prawdopodobnie usłyszawszy jego pędzące serce, on nadal się tym nie przejmował i nie zwrócił już uwagi na to czy Scott odpowiedział nauczycielce.
Po kilku minutach Derek wyprostował się i zrobił minę jakby naprawdę nad czymś ciężko myślał… Brązowooki dobrze znał tą minę, nasłuchiwał czegoś… Miał nawet zamiar lekko się uśmiechnąć jednak kiedy jego oczy spotkały się nagle z niebieskimi tęczówkami Derek’a ta myśl od razu znikła… Jego serce jeszcze bardziej przyśpieszyło… Jakby miało zamiar wyskoczyć z jego klatki piersiowej… A złapanie oddechu stało się jakby troszkę trudniejsze.
-Panie McCall, coś nie tak? –usłyszał z końca klasy głos nauczycielki.
Mimo iż lekkie zamieszanie spowodował jego przyjaciel prawdopodobnie usłyszawszy jego pędzące serce, on nadal się tym nie przejmował i nie zwrócił już uwagi na to czy Scott odpowiedział nauczycielce.
Po kilku minutach Derek wyprostował się i zrobił minę jakby naprawdę nad czymś ciężko myślał… Brązowooki dobrze znał tą minę, nasłuchiwał czegoś… Miał nawet zamiar lekko się uśmiechnąć jednak kiedy jego oczy spotkały się nagle z niebieskimi tęczówkami Derek’a ta myśl od razu znikła… Jego serce jeszcze bardziej przyśpieszyło… Jakby miało zamiar wyskoczyć z jego klatki piersiowej… A złapanie oddechu stało się jakby troszkę trudniejsze.
***
Ostatni dzień szkoły przed przerwą świąteczną. Nie widział Derek’a
od samego Września kiedy to starszy mężczyzna z jakiegoś powodu znalazł się pod
jego szkołą. Od tamtej pory przez jakiś czas troche dłużej mu się spało, trochę
lepiej wstawało rano oraz dużo lepiej ignorowało się ludzi. Jednak po jakimś
czasie znów tęsknota była nie do wytrzymania.
Wtedy znowu zaczął się zastanawiać jakim cudem mógł się do niego tak
przywiązać?
Przez ostatnie miesiące ignorował również Scott’a… Dawał mu dokładnie do zrozumienia że wie o jego małej tajemnicy, mimo iż nie wiedział dlaczego Scott poszedł do Derek’a to widział jak jego przyjaciel miota się z jakby zawstydzenia? Więc ignorował go kompletnie, rozmawiając tylko z Lydią, Allison czasami zamieniając słowo z Jacksonem, który był nieodłącznym dodatkiem do Lydi. Po kilku godzinach nieznośnej katorgi w końcu nadszedł czas na pożegnanie się ze szkołą na najbliższych kilkanaście dni. Szedł powoli już praktycznie pustym korytarzem, no tak właściwie pustym, ponieważ jedyne w nim osoby to on idący do swojej szafki oraz Lydia i Jackson z którymi wracał dzisiaj do domu z powodu odmówienia posłuszeństwa przez jego jeep’a.
-Stiles!- usłyszał za sobą krzyk kiedy odchodził już od swojej szafki w stronę wyjścia po czym poczuł lekkie szarpnięcie i odwróciwszy się zobaczył swojego przyjaciela.
-Scott…- kiwnął lekko głową na przywitanie, ponieważ ostatnimi dniami nie mieli okazji nawet podać sobie dłoni na przywitanie.
-Musze Ci coś powiedzieć… - zaczął Scott, w jego głosie dało się usłyszeć nutkę strachu.- To moja wina, to ja wymusiłem na nim obietnice że to skończy… Robiłem to dla twojego dobra, nie miałem zamiaru… nie chciałem Cię skrzywdzić… - mówił chaotycznie, szybko jakby bojąc się że mu przerwie.
Chciał go uderzyć… Na prawdę bardzo chciał go uderzyć. Nagle poczuł w sobie tak wielką moc która po prostu pchała go do tego by go uderzyć, ale nie zrobił tego i tak prawdopodobnie by tego nawet nie poczuł więc szkoda było marnować na niego jego cenną dłoń, po prostu odwrócił się z zamiarem odejścia.
-Stiles ja…- usłyszał jak jego przyjaciel znów zaczyna próbując go zatrzymać.
Jednak on nie zwracał już na to uwagi, przyśpieszył kroku w stronę czekającej na niego pary, widział waleczną minę Lydi więc domyślił się że Jackson powiedział jej o czym mówił ze Scott’em. Rudawa blondyneczka objęła go mrużącymi wściekłymi oczami oglądając się za drugim kapitanem drużyny Lacross.
Przez ostatnie miesiące ignorował również Scott’a… Dawał mu dokładnie do zrozumienia że wie o jego małej tajemnicy, mimo iż nie wiedział dlaczego Scott poszedł do Derek’a to widział jak jego przyjaciel miota się z jakby zawstydzenia? Więc ignorował go kompletnie, rozmawiając tylko z Lydią, Allison czasami zamieniając słowo z Jacksonem, który był nieodłącznym dodatkiem do Lydi. Po kilku godzinach nieznośnej katorgi w końcu nadszedł czas na pożegnanie się ze szkołą na najbliższych kilkanaście dni. Szedł powoli już praktycznie pustym korytarzem, no tak właściwie pustym, ponieważ jedyne w nim osoby to on idący do swojej szafki oraz Lydia i Jackson z którymi wracał dzisiaj do domu z powodu odmówienia posłuszeństwa przez jego jeep’a.
-Stiles!- usłyszał za sobą krzyk kiedy odchodził już od swojej szafki w stronę wyjścia po czym poczuł lekkie szarpnięcie i odwróciwszy się zobaczył swojego przyjaciela.
-Scott…- kiwnął lekko głową na przywitanie, ponieważ ostatnimi dniami nie mieli okazji nawet podać sobie dłoni na przywitanie.
-Musze Ci coś powiedzieć… - zaczął Scott, w jego głosie dało się usłyszeć nutkę strachu.- To moja wina, to ja wymusiłem na nim obietnice że to skończy… Robiłem to dla twojego dobra, nie miałem zamiaru… nie chciałem Cię skrzywdzić… - mówił chaotycznie, szybko jakby bojąc się że mu przerwie.
Chciał go uderzyć… Na prawdę bardzo chciał go uderzyć. Nagle poczuł w sobie tak wielką moc która po prostu pchała go do tego by go uderzyć, ale nie zrobił tego i tak prawdopodobnie by tego nawet nie poczuł więc szkoda było marnować na niego jego cenną dłoń, po prostu odwrócił się z zamiarem odejścia.
-Stiles ja…- usłyszał jak jego przyjaciel znów zaczyna próbując go zatrzymać.
Jednak on nie zwracał już na to uwagi, przyśpieszył kroku w stronę czekającej na niego pary, widział waleczną minę Lydi więc domyślił się że Jackson powiedział jej o czym mówił ze Scott’em. Rudawa blondyneczka objęła go mrużącymi wściekłymi oczami oglądając się za drugim kapitanem drużyny Lacross.
***
Wrócił do domu i tak jak to robił przez ostatnie miesiące,
usiadł i znów zaczął rysować, tak odkrył w sobie ten talent w wakacje kiedy to
kolor oceanu przypomniał mu o niesamowitym kolorze pewnych niebieskich tęczówek
i po prostu musiał to narysować. Teraz jednak nie rysował nic co wiąże się z
Derek’iem… W tej chwili? W tej chwili rysował zielone, rozzłoszczone oczy i
pełne usta wygięte w grymasie złości. Tak rysował swoją najlepszą przyjaciółkę…
TBC.
4 komy = następny rozdział. Miłego czytania ; )